Prośba o relację z pikniku

Moderator: HQ

Prośba o relację z pikniku

Postprzez Sushi 11 Paź 2011, 18:56

Cześć panowie.
Na nasz facebookowy profil dostaliśmy wiadomość, z propozycja napisania relacji z pikniku. Propozycja pochodzi z portalu Koalicja Północ www.koalicjapolnoc.pl Portal o ASG od maniaków dla maniaków. Moze to być niezła promocja naszej ekipy. Musieli byśmy dac też zgode na zamieszczenie kilku zdjęc i "filmiku" ktory na szybko robilem.

Jak to widzicie? Ktos by mial ochote sie tym zajac? Jaka mam dac odpowiedz?
Image
Battlefield Angels // "That others may live"
Sushi
 
Posty: 628
Rejestracja: 09 Mar 2011, 11:51
Miejscowość: Warszawa

Re: Prośba o relację z pikniku

Postprzez Bernard 11 Paź 2011, 22:12

Relacja będzie na jutro wieczór.
SAW, SAPI, MICH, Stretcher - f***ing Cienie workhorse
Bernard
 
Posty: 1666
Rejestracja: 29 Mar 2011, 20:46

Re: Prośba o relację z pikniku

Postprzez Bartolini 11 Paź 2011, 22:30

szczerze mówiąc nie słyszałem nigdy o tej "północy" i w sumie czuje się jakbym był w centrum ;)
ale jeśli komuś z nas się chce to chwała mu. Na pewno nie zaszkodzi. Inna sprawa że polatałbym po lasach na północy. tam są fajniejsze klimaty leśne ;)
Image
Awatar użytkownika
Bartolini
Żołnierz
 
Posty: 3211
Rejestracja: 16 Mar 2011, 11:18
Miejscowość: Warszawa

Re: Prośba o relację z pikniku

Postprzez Bernard 12 Paź 2011, 18:51

Zacząłem pisać relację, ale z przyczyn obiektywnych skończę ją jutro. Na razie wrzucam to, co dotychczas napisałem, jak ma ktoś jakieś pomysły, to niech dodaje. Sushi: na który to piknik militarny tak się powoływałeś?

Propozycja pikniku, która była idee fixe naszego zastępcy dowódcy Sushiego, kiełkowała w jego umyśle już od dłuższego czasu. Początkowo zaczął o niej przebąkiwać na zasadzie luźnej propozycji już w czerwcu tego roku, ale widać było, inspiracją dla niego był sukces pikniku w XXX.
Zaczęto od szukania miejsca i badania chęci innych członków zespołu, kto chce, kto nie chce. Trzeba przyznać, że na początku odzew był "nieco poniżej oczekiwań". Ludzi przed ostateczną deklaracją odstraszał brak konkretnego terminu imprezy i ryzyko, że miejsce będzie daleko poza Warszawą. Wszystko zmieniło się jednak 27 września. Tego dnia opersator Mati przedstawił znakomite miejsce niedaleko Warszawy - Słupno. Mieszczą się tam tereny po bazie rakietowej, pełno bunkrów, lasy, infrastruktura wprost idealna. Termin - sobota 8 października. Odwrotu nie było.
Plan Sushiego był następujący: przygotowywujemy sztab - mapy, kompasy, nawigacja i tym podobne sznery bajery, szpital - gdzie zachlapana sztuczną krwią Rachab wyjaśnia zgromadzonym, jak poprawnie udzielić pierwszej pomocy, zbrojownię, w któej trzymamy wszystkie nieużywane w danej chwili repliki i wyposażenie. Wreszcze dwie strzelnice, osobno dla dzieci i osobno dla dorosłych, i na końcu, jak wisienka na torcie - wytyczony pod ziemią tor do strzelania dynamicznego, gdzie przy świetle latarki lu stroboskopu trzeba było jak najszybciej odróżnić tych złych od cywili. Poza tym: wyjścia na patrole z cywilami, pozorowany kontakt, eskortowanie rannego itp. Na koniec ognisko w cieple pod dachem.
Dla większości z nas miejscówka była kompletnie nieznana - spodziewaliśmy się opuszczonego poligonu w środku lasu, ogrodzonego tylko drutem kolczastym gdzie jakiś cieć zainkasuje od nas po piątalu za wejście na "jego teren". Tym większe było nasze zaskoczenie w sobotę, gdy okazało się, że spory kawałek terenu został przeznaczony na duże gospodarstwo agroturystyczne, zaś sam poligon jest ogrodzony od świata sporym murem - dobre miejsce na całodniową strzelankę i wieczorną integrację.

CDN.
SAW, SAPI, MICH, Stretcher - f***ing Cienie workhorse
Bernard
 
Posty: 1666
Rejestracja: 29 Mar 2011, 20:46

Re: Prośba o relację z pikniku

Postprzez Sushi 12 Paź 2011, 22:43

na pierwszy piknik jaki zorganizowalismy (jeszcze jako JS:2305, nie bylo Cienie i bylo to przed "wielka rewolucją" ;] jakieś 3 lata temu.)
Image
Battlefield Angels // "That others may live"
Sushi
 
Posty: 628
Rejestracja: 09 Mar 2011, 11:51
Miejscowość: Warszawa

Re: Prośba o relację z pikniku

Postprzez Bernard 16 Paź 2011, 17:45

Część druga + pierwsza rozszerzona:

Propozycja pikniku, która była idee fixe naszego zastępcy dowódcy Sushiego, kiełkowała w jego umyśle już od dłuższego czasu. Początkowo zaczął o niej przebąkiwać na zasadzie luźnej propozycji już w czerwcu tego roku, ale widać było, inspiracją dla niego był sukces pikniku w XXX.
Zaczęto od szukania miejsca i badania chęci innych członków zespołu, kto chce, kto nie chce. Trzeba przyznać, że na początku odzew był "nieco poniżej oczekiwań". Ludzi przed ostateczną deklaracją odstraszał brak konkretnego terminu imprezy i ryzyko, że miejsce będzie daleko poza Warszawą. Wszystko zmieniło się jednak 27 września. Tego dnia opersator Mati przedstawił znakomite miejsce niedaleko Warszawy - Słupno. Mieszczą się tam tereny po bazie rakietowej, pełno bunkrów, lasy, infrastruktura wprost idealna. Termin - sobota 8 października. Odwrotu nie było.
Plan Sushiego był następujący: przygotowywujemy sztab - mapy, kompasy, nawigacja i tym podobne sznery bajery, szpital - gdzie zachlapana sztuczną krwią Rachab wyjaśnia zgromadzonym, jak poprawnie udzielić pierwszej pomocy, zbrojownię, w któej trzymamy wszystkie nieużywane w danej chwili repliki i wyposażenie. Wreszcze dwie strzelnice, osobno dla dzieci i osobno dla dorosłych, i na końcu, jak wisienka na torcie - wytyczony pod ziemią tor do strzelania dynamicznego, gdzie przy świetle latarki lub stroboskopu trzeba było jak najszybciej odróżnić tych złych od cywili. Poza tym: wyjścia na patrole z cywilami, pozorowany kontakt, eskortowanie rannego itp. Na koniec ognisko w cieple pod dachem.
Poza tym mieliśmy organizować niedalekie patrole poza bazę, gdzie "wpadamy w pułapkę. Ogólny rozpiździaj, darcie japy i rzucanie granatów. To ma być film akcji. Jeden z naszych zostaje ranny. Pierwsza, szybka pomoc przedmedyczna pod ogniem - jeden z gości dostaje giwere rannego i pomaga w obronie (ktoś mu ją wciska krzycząc coś jak na filmach ). Rannego na noszach transportujemy do bazy, (jeśli będzie więcej gości, mogą oni przejąć giwery od niosących rannego). Chciałbym żeby każdy patrol był inny. Chciałbym też żeby patrole jak i atmosfera w bazie naśladowała PRAWDZIWĄ bazę wojskową i prawie filmowe patrole, gdzie drzemy japy i coś się dzieje."
Pomysł i opis miejscówki spodobał się wszystkim. Wykorzystując bardziej lub mniej legalne środki, zaopatrzyliśmy się w cały potrzebny sprzęt: kilkadziesiąt tarcz strzelniczych, przepustki, siatki maskujące, taśmy ogradzające, meble wszelakie aż po kulki i rozmaitą pirotechnikę, od zwykłych granatów na bazie petardy po wojskowe ekrany dymne. Zapowiadało się ciekawie.

8 października w sobotę rano z pogodą szału nie było. Wiszące od szóstej ciężkie chmury nie napawały optymizmem, kiedy pakowaliśmy się o siódmej do samochodów. Pocieszaliśmy się, że "nieważne gdzie, nieważne kiedy, ważne w jakim towarzystwie".
Dla większości z nas miejscówka była kompletnie nieznana - spodziewaliśmy się opuszczonego poligonu w środku lasu, ogrodzonego tylko drutem kolczastym gdzie jakiś cieć zainkasuje od nas po piątalu za wejście na "jego teren". Tym większe było nasze zaskoczenie, gdy okazało się, że spory kawałek terenu został przeznaczony na duże gospodarstwo agroturystyczne, zaś sam poligon jest ogrodzony od świata sporym murem - dobre miejsce na całodniową strzelankę i wieczorną integrację.
Bunkier, na podstawie którego zrobiliśmy naszą miejscówkę, okazał się podziemnym garażem z dwiema halami mogącymi pomieścić wyrzutnię rakiet oraz kwaterami dla obsługi. Przeznaczyliśmy je na zbrojownię i punkt medyczny. Pod siatkami maskującymi ukryliśmy punkt dowodzenia i zaopatrzenie. Jeszcze tylko wytyczyć strzelnicę i tor do strzelania dynamicznego - i gotowe. Pozostało czekać na gości.

CDN.

P.S. Rachab, Twój medrep też ujmę.
SAW, SAPI, MICH, Stretcher - f***ing Cienie workhorse
Bernard
 
Posty: 1666
Rejestracja: 29 Mar 2011, 20:46

Re: Prośba o relację z pikniku

Postprzez Bernard 08 Lis 2011, 14:20

Propozycja pikniku, która była idee fixe naszego zastępcy dowódcy Sushiego, kiełkowała w jego umyśle już od dłuższego czasu. Początkowo zaczął o niej przebąkiwać na zasadzie luźnej propozycji już w czerwcu tego roku, ale widać było, inspiracją dla niego był sukces poprzedniego pikniku zorganizowanego na początku istnienia grupy, parę ładnych lat temu.
Zaczęto od szukania miejsca i badania chęci innych członków zespołu, kto chce, kto nie chce. Trzeba przyznać, że na początku odzew był "nieco poniżej oczekiwań". Ludzi przed ostateczną deklaracją odstraszał brak konkretnego terminu imprezy i ryzyko, że miejsce będzie daleko poza Warszawą. Wszystko zmieniło się jednak 27 września. Tego dnia opersator Mati przedstawił znakomite miejsce niedaleko Warszawy - Słupno. Mieszczą się tam tereny po bazie rakietowej, pełno bunkrów, lasy, infrastruktura wprost idealna. Termin - sobota 8 października. Odwrotu nie było.
Plan Sushiego był następujący: przygotowywujemy sztab - mapy, kompasy, nawigacja i tym podobne sznery bajery, szpital - gdzie zachlapana sztuczną krwią Rachab wyjaśnia zgromadzonym, jak poprawnie udzielić pierwszej pomocy, zbrojownię, w któej trzymamy wszystkie nieużywane w danej chwili repliki i wyposażenie. Wreszcze dwie strzelnice, osobno dla dzieci i osobno dla dorosłych, i na końcu, jak wisienka na torcie - wytyczony pod ziemią tor do strzelania dynamicznego, gdzie przy świetle latarki lub stroboskopu trzeba było jak najszybciej odróżnić tych złych od cywili. Poza tym: wyjścia na patrole z cywilami, pozorowany kontakt, eskortowanie rannego itp. Na koniec ognisko w cieple pod dachem.
Poza tym mieliśmy organizować niedalekie patrole poza bazę, gdzie "wpadamy w pułapkę. Ogólny rozpiździaj, darcie japy i rzucanie granatów. To ma być film akcji. Jeden z naszych zostaje ranny. Pierwsza, szybka pomoc przedmedyczna pod ogniem - jeden z gości dostaje giwerę rannego i pomaga w obronie (ktoś mu ją wciska krzycząc coś jak na filmach ). Rannego na noszach transportujemy do bazy, (jeśli będzie więcej gości, mogą oni przejąć giwery od niosących rannego). Chciałbym żeby każdy patrol był inny. Chciałbym też żeby patrole jak i atmosfera w bazie naśladowała PRAWDZIWĄ bazę wojskową i prawie filmowe patrole, gdzie drzemy japy i coś się dzieje."
Pomysł i opis miejscówki spodobał się wszystkim. Wykorzystując bardziej lub mniej legalne środki, zaopatrzyliśmy się w cały potrzebny sprzęt: kilkadziesiąt tarcz strzelniczych, przepustki, siatki maskujące, taśmy ogradzające, meble wszelakie aż po kulki i rozmaitą pirotechnikę, od zwykłych granatów na bazie petardy po wojskowe ekrany dymne. Zapowiadało się ciekawie.
8 października w sobotę rano z pogodą szału nie było. Wiszące od szóstej ciężkie chmury nie napawały optymizmem, kiedy pakowaliśmy się o siódmej do samochodów. Pocieszaliśmy się, że "nieważne gdzie, nieważne kiedy, ważne w jakim towarzystwie".
Dla większości z nas miejscówka była kompletnie nieznana - spodziewaliśmy się opuszczonego poligonu w środku lasu, ogrodzonego tylko drutem kolczastym gdzie jakiś cieć zainkasuje od nas po piątalu za wejście na "jego teren". Tym większe było nasze zaskoczenie, gdy okazało się, że spory kawałek terenu został przeznaczony na duże gospodarstwo agroturystyczne, zaś sam poligon jest ogrodzony od świata sporym murem - dobre miejsce na całodniową strzelankę i wieczorną integrację.
Bunkier, na podstawie którego zrobiliśmy naszą miejscówkę, okazał się podziemnym garażem z dwiema halami mogącymi pomieścić wyrzutnię rakiet oraz kwaterami dla obsługi. Przeznaczyliśmy je na zbrojownię i punkt medyczny. Pod siatkami maskującymi ukryliśmy punkt dowodzenia i zaopatrzenie. Jeszcze tylko wytyczyć strzelnicę i tor do strzelania dynamicznego - i gotowe. Pozostało czekać na gości.
Ci zaczęli pojawiać się już o 10. Decydowaliśmy się nie ogłaszać imprezy wszem i wobec, raczej postawić na kameralny klimat, gdzie naszymi gośćmi są krewni oraz znajomi.


Wtedy przyszedł czas na kolejną atrakcję: patrol.
Scenariusz miał być prosty: przed wyjściem patrolu dwóch naszych ma po cichu opuścić bazę, i skitrać się w krzakach na trasie patrolu robiąc za opfor. Gdy ten nadszedł, ogniem z ukrycia trzeba było postrzelić ludzi na czele, a reszta ekipy wraz z gośćmi miała zabrać rannych pod ogniem i wrócić do bazy.
Ubraliśmy gości w nadwyżki mundurowe, daliśmy im broń (oprócz jednego fotografa, który powiedział, że „on to tylko będzie strzelał z aparatu”). Dane mi było iść na czele tego patrolu. Patrol, jak patrol: zachować odstępy pomiędzy operatorami to połowa sukcesu. Nagle, KONTAKT! Mój buddy pada ranny, jak też przypadam do ziemi, wyjmuję granat drugą ręką prując z biodra po krzakach (niech żyją bullpupy) Rzucony granat jak na zwolnionym filmie omija wszystkie gałązki na swojej drodze (a w czasie milsima zawsze o jakąś gałąź, cholera, musi zahaczyć) i ląduje metr od kolegi, obrzucając go gradem kulek i kukurydzy. Lekko skonsternowany i oszołomiony patrzy na mnie, ja daję mu znak, by strzelał dalej, bo dzisiaj w końcu liczy się akcja. Przypadam do rannego kolegi, za kamizelkę ciągnę go do grupy (czym łamię chyba wszystkie zasady walki, ale kto się dzisiaj tym przejmuje:) ). Tam osłaniamy medyka, który zakłada pierwszy opatrunek. Opatrunek założony. Wyciągam nosze (które trzymam w kieszeni na tyłku, więc komenda „wyciągnij mi nosze z tyłka” to u nas w ekipie nie żart). Daję swoją broń najbliższemu cywilowi, którym okazuje się być fotograf pacyfista, zanim dostrzegam swoją pomyłkę, ten blady z zaaferowania bierze broń i zaczyna strzelać w kierunku kontaktu. Z braku pali do noszy musimy je ciągnąć po trawie, podczas gdy reszta ekipy osłania mnie i współciągnących. Gdy docieramy do bazy, zauważam, że podejście zabezpieczają koledzy z opforu. Szybka wymiana spojrzeń i już wiadomo – wszystkim się podobało. Drugi patrol jest więc kwestią czasu.
Na opfor za drugim razem zgłosiłem się ja i mój buddy Katana. Jako, że tym razem idą inni goście, nie widzieliśmy przeszkód, żeby powtórzyć ten sam scenariusz, który udał się za pierwszym razem. Ustawiliśmy się w tym samym miejscu, co za pierwszym razem, zamaskowaliśmy pozycje i czekaliśmy na patrol.
Pierwszym znakiem, że coś jest nie tak, było to, że najpierw szedł jeden z gości. Nie w jakimś szyku, nawet bez patrolowej czujności, ale wciąż w mundurze i z bronią. Uznaliśmy, że może mamy go zdjąć, a potem reszta ekipy będzie go musiała wyjąć. Gość zbliżał się na 5, 20, 15, wreszcie przy dziesięciu metrach postrzeliliśmy go pojedynczą kulką. A on – nic. Skoczył w krzaki i zaczął odpowiadać ogniem. Może ma ściągnąć resztę patrolu - przeleciało mi przez głowę. No nic, strzelamy dalej, z pewnością również trafiamy z tych paru metrów, a on dalej nic, w dodatku przebiega drogą pomiędzy naszymi pozycjami i biegnie gdzieś dalej. Kompletnie zdezorientowani zapominamy o nim, gdyż zbliża się do nas właściwy patrol. A ten już reaguje właściwie, szczególnie na pierwszych rannych. Prujemy do patrolu, gdy nagle czuję trafienie w sam środek pleców. Padam dosyć dramatycznie, jak na pokazówkę przystało. Okazuje się, że wesoły maruder z początku zawrócił i zaszedł mnie od tyłu. No nic, grunt, żeby gościom się podobało. Zabity wracam bocznymi drogami do bazy, gdzie sanitariusze zapewniają pokazową opiekę medyczną rannemu z pierwszego patrolu. Poniżej pełny raport dot. Rannego:
"Żołnierz ranny w czasie pełnienia pokojowego patrolu eskortującego korespondentów wojennych został przetransportowany do bazy w trybie CaseEvac. Po osiągnięciu bazy paramedyk zaraportował lekarzowi wojskowemu o typie rany - postrzał klatki piersiowej po stronie lewej dośrodkowej, oraz o typie założonego opatrunku w warunkach strefy żółtej oraz o podaniu morfiny. Lekarz wojskowy stwierdził wystąpienie wstrząsu u rannego, ale udało się w ostatniej chwili założyć dojście dożylne i podać rannemu infuzję 500 ml. Następnie ranny został przebadany w szpitalu polowym a o jego stanie, tj ranie postrzałowej jw. i wstrząsie spowodowanym wykrwawieniem został złożony raport dowódcy. Rozkaz dowódcy: Operować na miejscu! Operacją prowadzoną w warunkach polowych przeprowadził lekarz wojskowy jednostki przy pomocy paramedyka. Podano rannemu narkozę dożylną, następnie otworzono klatkę piersiową i założono rozszerzacz żebrowy. Stwierdzono całkowite uszkodzenie płatu płucnego lewego dolnego oraz krwotok z tętnicy płucnej mniejszej. Zabieg przedłużał się, podano kolejna dawkę narkozy dożylnej. Po założeniu przewiązki na uszkodzoną tętnicę udało się opanować dalszą utratę krwi. Lekarz wojskowy podjął decyzję zakończeniu operacji - stan rannego był wciąż bardzo ciężki ale stabilny - wstrząs nie pogłębiał się. Osuszono ranę operacyjną i zamknięto klatkę piersiową, założono szwy i zaopatrzono ranę, podano szerokie spektrum antybiotykowe. Żołnierz pozostał pod opieką pielęgniarki. Lekarz wojskowy oraz paramedyk zaraportowali o przebiegu operacji i konieczności transportu do bardziej wyspecjalizowanej jednostki medycznej. Lekarz wojskowy poszedł następnie polec na polu chwały jako eskorta kolejnych korespondentów wojennych a paramedyk udał się w kierunku bliżej niesprecyzowanym."

CDN.
-----------
bardzo bardzo delikatnie wyedotowalem (z jakies 3 slowa moze :P ) Zajebiosta robota. / sushi
SAW, SAPI, MICH, Stretcher - f***ing Cienie workhorse
Bernard
 
Posty: 1666
Rejestracja: 29 Mar 2011, 20:46


Wróć do Dyskusje

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości

cron