[TRENING OBOWIĄZKOWY] 10.03.13 REMBERTÓW
Heja,
Wyszło chyba całkiem dobrze. Przerwy były, nawigacja bez problemów, czytanie terenu w porządku, dyscyplina na radiu poza wyjątkami nie najgorsza, odległości i sektory okej.
Atak moim zdaniem okej, wszyscy wiedzieli gdzie są swoi, wróg, czy komunikaty od HQ docierały i były czytelne?
Akcja zmieniała się bardzo dynamicznie i niejednokrotnie wydany rozkaz za chwilę wymagał korekty, stąd w pewnym momencie nie wydawałem ich już, czekając na rozwój sytuacji.
Założenie było takie, żeby najpierw poobserwować z iloma przeciwnikami mamy do czynienia i uderzyć w najsłabszy punkt. Po zliczeniu przeciwników nie za bardzo byłem pewien, czy to wszyscy, stąd po wstępnej obserwacji rozkaz do ostrożnego podejścia na pierwszy ogień. Chłopaki z Zulu trzymaliście się naprawdę ładnie i na hasło, że jesteście przygwożdżeni ogniem, Lima pognała na wsparcie.
I tutaj jestem ciekaw jednej rzeczy, bo:
zaraz po opuszczeniu przez Limę pozycji poszła flanka przeciwnika z tamtej strony i czy można było poczekać z Limą na odsiecz do czasu rozwinięcia tej flanki? (wtedy flankowanie przeciwnika (3 os) nadziało by się na rozstawioną Limę) co prawdopodobnie skutkowałoby eliminacją mobilnej flanki przeciwnika, ale z drugiej strony nie wiem, czy Zulu dłużej by wytrzymało ostrzał.
Po dobiegnięciu Limy do Zulu i zgłoszeniu awarii 2 system oraz kilku rannych nie powiem, że przez chwilę miałem ciepło. Wtedy byliśmy rozstawieni w tyralierze z kilkoma rannymi, na bunkier z ciągle kąsającą flanką przeciwnika.
Postanowiłem, że polatam trochę koło nich odciągając niejako ich ogień od trzonu naszej tyraliery, dając chwilę czasu na opatrzenie rannych. Widząc, że biegają za mną chcąc mnie ewidentnie ubić
poprosiłem na radiu o rolowanie w prawo, żeby otrzymać wsparcie. Jak podbiegliście flanka skupiła ogień na was dając mi szansę na podkradnięcie się na bok i zadania bang banga oraz późniejszego knife killa rannemu, ale on już otrzymał trafienie od was, więc to się liczy 
Tak to niejako wyglądało z mojej strony...
Tylko na simie nie może być sytuacji, że po starciu nam opada i zbijamy się na lajcie w kupę sądząc, że to już koniec. Po wymianie ognia standardowo obrona okrężna i dalej spinamy tyłki. Tutaj się okazało, że w bunkrze nikogo nie było, ale gdyby jeszcze byli to lipton...
Piszcie jak to wyglądało i czy mieliście obraz walki na podstawie komunikatów. Czy waszym zdaniem coś należy poprawić?
I jakby ktoś nie wiedział, kręcił się jeszcze jeden 5 osobowy oddział midera z zamiarem potyczki z kimkolwiek...
No i wielki buziak dla cebów, dzięki chłopaki, jak to czytacie
Wyszło chyba całkiem dobrze. Przerwy były, nawigacja bez problemów, czytanie terenu w porządku, dyscyplina na radiu poza wyjątkami nie najgorsza, odległości i sektory okej.
Atak moim zdaniem okej, wszyscy wiedzieli gdzie są swoi, wróg, czy komunikaty od HQ docierały i były czytelne?
Akcja zmieniała się bardzo dynamicznie i niejednokrotnie wydany rozkaz za chwilę wymagał korekty, stąd w pewnym momencie nie wydawałem ich już, czekając na rozwój sytuacji.
Założenie było takie, żeby najpierw poobserwować z iloma przeciwnikami mamy do czynienia i uderzyć w najsłabszy punkt. Po zliczeniu przeciwników nie za bardzo byłem pewien, czy to wszyscy, stąd po wstępnej obserwacji rozkaz do ostrożnego podejścia na pierwszy ogień. Chłopaki z Zulu trzymaliście się naprawdę ładnie i na hasło, że jesteście przygwożdżeni ogniem, Lima pognała na wsparcie.
I tutaj jestem ciekaw jednej rzeczy, bo:
zaraz po opuszczeniu przez Limę pozycji poszła flanka przeciwnika z tamtej strony i czy można było poczekać z Limą na odsiecz do czasu rozwinięcia tej flanki? (wtedy flankowanie przeciwnika (3 os) nadziało by się na rozstawioną Limę) co prawdopodobnie skutkowałoby eliminacją mobilnej flanki przeciwnika, ale z drugiej strony nie wiem, czy Zulu dłużej by wytrzymało ostrzał.
Po dobiegnięciu Limy do Zulu i zgłoszeniu awarii 2 system oraz kilku rannych nie powiem, że przez chwilę miałem ciepło. Wtedy byliśmy rozstawieni w tyralierze z kilkoma rannymi, na bunkier z ciągle kąsającą flanką przeciwnika.
Postanowiłem, że polatam trochę koło nich odciągając niejako ich ogień od trzonu naszej tyraliery, dając chwilę czasu na opatrzenie rannych. Widząc, że biegają za mną chcąc mnie ewidentnie ubić
Tak to niejako wyglądało z mojej strony...
Tylko na simie nie może być sytuacji, że po starciu nam opada i zbijamy się na lajcie w kupę sądząc, że to już koniec. Po wymianie ognia standardowo obrona okrężna i dalej spinamy tyłki. Tutaj się okazało, że w bunkrze nikogo nie było, ale gdyby jeszcze byli to lipton...
Piszcie jak to wyglądało i czy mieliście obraz walki na podstawie komunikatów. Czy waszym zdaniem coś należy poprawić?
I jakby ktoś nie wiedział, kręcił się jeszcze jeden 5 osobowy oddział midera z zamiarem potyczki z kimkolwiek...
No i wielki buziak dla cebów, dzięki chłopaki, jak to czytacie